Ulubione

Maksymalistka minimalistką? Czyli jak pozbyć się niepotrzebnych rzeczy

jak pozbyć się niepotrzebnych rzeczy

Maksymalistka minimalistką?

Na początku miał to być wpis o tym jak efektywnie pozbyć się niepotrzebnych rzeczy – chciałam opisać swoje doświadczenia z tym związane. Jednak przy tym temacie trudno nie zahaczyć o stosunek do posiadanych rzeczy, o minimalizm i maksymalizm i tutaj… pochłonęła mnie otchłań rozmyślań głęboka jak Wielki Kanion współczesnych trendów i mody. Bo czy można oddzielić minimalizm i maksymalizm estetyczny od tego filozoficznego (chociaż bardziej powinnam go określić jako lifestylowy)? Czy w ogóle maksymalizm jest przeciwieństwem minimalizmu? Czy maksymalizm jest równy konsumpcjonizmowi? Czy można próbować walczyć z nadmiarem rzeczy i jednocześnie hołdować maksymalnym wnętrzom? W pewnym momencie tak przytłoczył mnie nadmiar informacji, że poczułam się mocno skołowana. Nie nie mogłam ulokować siebie w żadnej z tych szufladek – lubię maksymalne wnętrza, ale nie lubię nadmiaru rzeczy – byłam więc trochę tu, a trochę tam – czyli właściwie gdzie?

Ludzki mózg lubi schematy i lubi w tych schematach osadzać siebie i innych. Schemat to taka strefa komfortu i obietnica, że już wszystko będzie dobrze. Tymczasem człowiek i jego natura są zbyt skomplikowane by większość schematów leżała każdemu jak ulał, więc gdy nie pasujemy do jakiegoś wzorca, to zaczynamy panikować zamiast po prostu to zaakceptować.

Ja nigdy nie czułam minimalizmu – tego estetycznego, potrafię go docenić, ale to nie jest zupełnie moja historia. Od zawsze maksymalizm to była moja estetyka i nigdy nie ciągnęło mnie w kierunku innej. Lubię DUŻO – wzorów, kolorów, testur i roślin. Bogactwo maksymalizmu jest dla mnie naturalne, ale musimy sobie coś wyjaśnić – maksymalizm we wnętrzach nie jest równy ich zagraceniu. Maksymalizm estetyczny to wybieranie bardziej złożonych, kolorowych i bogatszych form, a nie zakupy ponad miarę. Maksymalizm to nie konsumpcjonizm, to także nie są zapchane niepotrzebnymi i przypadkowymi rzeczami półki, a celowe kreowanie wnętrza „na bogota”. Estetyczny maksymalizm nie jest opozycją dla minimalizmu lifestylowego – trzeba te dwie kwestie oddzielić grubą kreską. Niżej wrzucam kilka maksymalistycznych wnętrz, gdzie jest DUŻO kolorów, wzorów i faktur, ale nie zawsze dużo przedmiotów.

 

 

maksymalizm
źródło, źródło, źródło

maksymalizm
źródło, źródło, źródło

Jak pozbyć się niepotrzebnych rzeczy

Każdy przedmiot w domu potrzebuje pewnej opieki i uwagi, a ja szczerze mówiąc nie lubię im go poświęcać. Sprzątanie i dbanie zwłaszcza o przedmioty zbędne po prostu irytuje mnie. Doprecyzuję czym dla mnie są przedmioty zbędne, nigdy nie czytałam poradników Marie Kondo – znam je tylko z opowiadań i pamiętam, że chyba najbardziej obśmiewanym fragmentem jednej z jej książek był ten o selekcji  rzeczy według kategorii „lubienia” i wiecie co? Naprawdę nie wiem dlaczego wzbudzał on aż taką salwę śmiechu, bo ja kieruję się podobnym kryterium, chociaż do minimalizmu Marie Kondo jest mi baaardzo daleko. Przedmioty zbędne to dla mnie te, których nie używam i które jednocześnie nie maja dla mnie wartości (funkcjonalnej, estetycznej, sentymentalnej, poznawczej, artystycznej) – takie których nie lubię bądź są mi obojętne i których nie używam.

Nie mam problemu z przywiązaniem do przedmiotów. Nie jestem osobą sentymentalną, nie gromadzę przedmiotów tylko dlatego, że we wczesnym 72′ babcia przywiozła z Łodzi piękną popielniczkę, która stała u niej przez następne kilkadziesiąt lat i teraz skoro już jakimś cudem trafiłam na podobną na targu staroci, to przyniosę ją do domu i chociaż jest pomarańczowa, a to kolor którego nie lubię, poza tym zupełnie mi się nie podoba i nie pasuje mi do niczego, to będę ją trzymać schowaną głęboko w szafie miej więcej do 2059 roku, dopóki nie odkryją jej moje wnuki i wtedy na bank sprzedadzą ją za miliony monet, które z kolei przeznaczą na dom na Karaibach – czyli coś na co ja mogę się tylko ślinić  i bywać w nim dzięki mojej bujnej wyobraźni. Nie, to zdecydowanie nie jest w moim stylu. Za mała spódnica? Siup do komisu. Nudna książka? Na bank puszczę ją dalej w obieg. Buty w których czuję się jak żyrafa ze skoliozą? Powędrują do mojej niższej przyjaciółki. I w tym momencie pewnie wszystkie znające i odwiedzające mnie osoby pukają się w głowę co ja tu wypisuję, bo przecież moje mieszkanie wygląda bardziej jak dziupla zbieracza niż jak ascetyczny condo minimalisty. I mają rację, mimo, że nie mam problemu z emocjonalnym przywiązaniem do rzeczy, to brakuje mi systematyczności w ich pozbywaniu się. Jednak co jakiś czas przychodzi TEN moment krytyczny, a wtedy nie mam litości…

Oczywiście mogę po raz setny przesuwać karton z czasopismami z 2010 roku i przerzucać w szafie worek z ciuchami w rozmiarze 34, ale w pewnym momencie mam dość i robię wielkie porządki. W ostatnim czasie pozbyłam się ponad 60 książek i około 10 worków ciuchów i butów, kilku kartonów starych czasopism, roślin, które u mnie nie były szczęśliwe, krzeseł, które od kilku lat czekały na odnowienie itd. Ktoś powie, że to mało, inny, że to dużo, dla mnie to nie jest wyścig, a chęć pozbycia się poczucia irytacji związanego z posiadaniem wielu niepotrzebnych rzeczy, których nie lubię i nie potrzebuję, a o które w jakiś sposób muszę dbać.

Co można zrobić z niepotrzebnymi rzeczami? Sprzedać, oddać albo wyrzucić – porządki postanowiłam zrobić w duchu zero waste, więc ta ostatnia opcja była dla mnie ostatecznością. I jeszcze jedna kwestia – całość kwoty, którą uzbierałam postanowiłam przeznaczyć na cel charytatywny, nie piszę tego, żeby usłyszeć peany pochwalne, a po to, żeby zachęcić Was do ustalenia sobie jakiegoś celu. To pomaga przy pozbywaniu się niepotrzebnych rzeczy, które jest czasochłonne i którego przebieg może Was zniechęcić. Kwotę, którą uzbieracie niekoniecznie musicie przeznaczyć na cele charytatywne, ale np. na zakup czegoś o czym dawno marzycie (radość!), to już kwestia dowolna.

Przy pozbywaniu się niepotrzebnych rzeczy jest jeszcze opcja wymiany, ale ja nie brałam jej pod uwagę, chciałam zredukować ilość rzeczy, a nie zamieniać je na inne.

 

jak pozbyć się niepotrzebnych rzeczy

Jak pozbyć się książek?

Gdy wspominam o pozbywaniu się książek, to u 90% moich rozmówców pojawia się ten sam grymas na twarzy – no, ale jak to pozbyć się książek? Zacznę, więc od początku. Kiedyś ratowałam wszystkie książki, które ktoś chciał wyrzucić lub oddać – traktowałam je jako świętość i nie wyobrażałam sobie tego, że mogą wylądować na śmietniku. W ten sposób nazbierałam kilka kartonów książek, które zalegały w szafie i do których nigdy nie zaglądałam. Aż w końcu postanowiłam puścić je dalej w świat, bo mimo wszystko uważam, że nieczytana książka nie żyje.

Sprzedaż

Od czego zaczęłam pozbywanie się książek? Od przejrzenia całego księgozbioru i uczciwej odpowiedzi na pytanie – do których książek już nie zajrzę, które nie przypadły mi do gustu lub były po prostu nudne? Potem posegregowałam je pod względem atrakcyjności i ceny, zrobiłam im zdjęcia. Generalnie nie chciałam wystawić wszystkich książek jednocześnie, ponieważ wolałam uniknąć trudnej do ogarnięcia fali wiadomości, pytań i rezerwacji. Odrzuciłam też opcję wystawiania na allegro i olx – myślę, że w przypadku książek ilość pracy włożona w tworzenie ogłoszeń na tych portalach nie jest współmierna do efektów.

Jako pierwsze wystawiłam te najnowsze i najatrakcyjniejsze z punktu widzenia czytelnika – wiedziałam, że szybko znajdą nowych nabywców. Kilka wnętrzarskich pozycji sprzedałam na blogowym instagramie. Potem przeszłam do ogłoszeń w lokalnych grupach sprzedażowych na fb – głównie tych związanych z konkretnymi dzielnicami Poznania i udało mi się sprzedać tylko kilka sztuk. Zupełnie inaczej sprawa wyglądała w lokalnych grupach sprzedażowych dedykowanym książkofilom – byłam zszokowana dużym zainteresowaniem, szczególnie starszymi pozycjami. Czasem w ciągu jednego dnia dreptałam kilka razy pod Stary Browar, żeby przekazać komuś książkę – zależało mi na tym, aby sprzedaż była z rąk do rąk i żebym nie musiała chodzić z jedną książką na pocztę. Książki wysyłałam tylko dwa razy – zrobiłam wyjątek dla osób, które kupiły kilka sztuk. Sprawnie sprzedały się też książki z okresu PRL w grupie sprzedażowej dedykowanej tamtemu okresowi. Książki wystawiałam zgrupowane według ceny, te które nie sprzedały się ponownie wystawiałam po dwóch tygodniach, a i tak często odzywały się osoby, które zaklinały się, że wcześniej ich nie widziały, dlatego po jakimś czasie polecam wystawiać ogłoszenia ponownie (i przy okazji usunąć stare). Zauważyłam, że największe zainteresowanie pojawiło się, gdy ogłoszenia dodawałam dzień przed dniem ustawowo wolnym – 15 sierpnia, to właśnie w tym dniu otrzymałam najwięcej wiadomości i kilka razy umawiałam się pod Starym Browarem, więc warto wystawiać rzeczy krótko przed czasem w którym możecie spodziewać się, ze dużo osób będzie online.

Darowizna

Co zrobiłam z książkami, na które nie było chętnych? Były wśród nich zarówno stare jak i nowe pozycje, więc kilka oddałam znajomym, kilka przekazałam na charytatywny bazarek, a kilka zaniosłam do biblioteki. Totalnie ostatecznym pomysłem na pozbycie się książki jest zrobienie z niej papierowej dali – kto by pomyślał, że ze znienawidzonych „Elementów logiki dla prawników” może powstać coś kreatywnego 🙂

jak pozbyć się niepotrzebnych rzeczy
Fot. Shanna Camilleri

Jak pozbyć się ciuchów?

Nie mam świra na punkcie ciuchów, nie lubię chodzić na zakupy (chyba, że do marketu budowlanego), od pewnego czasu wiem w czym czuję się dobrze i w czym dobrze wyglądam. Staram się, żeby 80% ciuchów, które nosze były ciuchami codziennego użytku, a nie opcjami na wielkie wyjścia. Nie mam w szafie też kategorii ciuchów „jak schudnę”, „jak się opalę” itp., Przyszedł więc czas na pozbycie się zalegających od lat ciuchów, do tej pory wiecznie odkładałam to „na później”, ale nadszedł pewien moment krytyczny – po zamontowaniu zabudowy w garderobie okazało się, że stare ciuchy zajmują w niej za dużo miejsca, a przez nadmiar rzeczy, ciągle nie mogę niczego w niej znaleźć. Znacie to: „Gdzie to może być? O nie! W garderobie (w domyśle przepadło na wieki)”.

Pozbywanie się ciuchów było nieco bardziej czasochłonne, ale również odbyło się dość skutecznie. Od razu odrzuciłam pomysł ze sprzedażą na allegro i olx – z opowieści koleżanek wiem, ze obecnie ciuchy sprzedają się tam kiepsko. Przyznam szczerze, że nie miałam też ochoty i czasu na robienie zdjęć, wystawianie, odpowiadanie na pytania i wysyłkę –  chciałam pozbyć się kilku worków niepotrzebnych ciuchów przy minimalnym nakładzie czasu i zaangażowania. Dlatego odpadały też Babie Targi i inne tego typu wydarzenia.

Jak pozbyć się ciuchów? W skrócie – można je sprzedać, oddać albo wyrzucić. Pierwszym krokiem było posegregowanie ich ze względu na ich stan i „potencjał”.

Sprzedaż

Pierwsze kroki skierowałam do pobliskiego komisu odzieżowego lub jak nazywają go inni vintage shopu. Zaniosłam tam trzy małe worki ciuchów, z czego sprzedała się połowa. Minusem tej opcji jest to, że ciuchy czekają tam dwa miesiące na sprzedaż, więc są przez ten czas „zablokowane”, nigdy też nie wiadomo ile ostatecznie zostanie sprzedanych, chociaż w moim przypadku nigdy nie była to mniej niż połowa, a biorąc pod uwagę minimalny wysiłek – warto rozważyć tę opcję.

Część ciuchów, również tych, które nie sprzedały się w komisie wystawiłam na vinted. Wymagało to ode mnie zrobienia zdjęć, wystawienia ogłoszeń i wysyłki, ale… odzew był naprawdę spory, byłam naprawdę zszokowana ile osób używa tej aplikacji i jak duże jest ich zaangażowanie. Co prawda korzystanie z tej drogi sprzedaży kosztowało mnie trochę cierpliwości – nie jestem ciuchową świruską i wymienianie dziesięciu wiadomości na temat jednej sukienki, spowodowało, że czasem podejrzewałam, że po drugiej stronie jest jakiś bot – ale ostatecznie ilość sprzedanych ciuchów była proporcjonalna do włożonego wysiłku.

Ostatnią część ciuchów przeznaczonych na sprzedaż zawiozłam do skupu odzieży. Kwoty oferowane za jedna sztukę to w zależności od złotówki do kilku złotych – niedużo, ale w ten sposób można pozbyć się łatwo dużej ilości ciuchów, które nie sprzedały się w innych miejscach.

Oddanie potrzebującym

Dwa worki zaniosłam do PCK, a te ubrania, które były w średnim stanie wrzuciłam do specjalnego kontenera na ubrania – wiem jakie są o nich opinie, ale nie mam problemu z tym, że ktoś może na tych ciuchach zarabiać, to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż po prostu wyrzucenie ich do śmietnika. Więcej o tym co dzieje się z ciuchami z kontenerów przeczytacie u Kasi z Simplicite

Ciuchy możecie też oddać do Caritasu, Domu Samotnej Matki – najlepiej najpierw uzgodnić to telefonicznie. Nie zawsze jest taka potrzeba i możliwość, aby niepotrzebne ciuchy tam zostawić. Jest też możliwość oddania ciuchów bez wychodzenia z domu – Pomaganie Przez Ubranie.

W Poznaniu działają GiveboxyPodzielnia – czyli miejsca, gdzie można zostawić coś co nie jest już nam potrzebne (nie mylić ze śmieciami) i zabrać coś dla siebie.

Co istotne – najlepiej sprzedają się ciuchy przypisane do danego sezonu.

 

jak pozbyć się niepotrzebnych rzeczy
fot. Emily Rudolph

Jak pozbyć się mebli, dywanów, roślin i innych domowych szpargałów?

Stosunkowo rzadko pozbywam się mebli czy dywanów, ale jeśli już decyduję się na ich sprzedaż, to zawsze na pierwszym miejscu jest dla mnie olx. Mimo wprowadzenia opłat za ogłoszenia nadal jest dla mnie liderem lokalnej sprzedaży dużych gabarytów. Wszystkie meble, dywany czy AGD, które wystawiłam sprzedały się w max 2 tygodnie, w moim odczuciu lokalny charakter ogłoszeń powoduje, że odbiór przedmiotów jest sprawy i bezproblemowy. W przypadku tych rzeczy być może dobrze sprawdza się facebookowy market place – sama z niego nie korzystałam, ale jeśli macie jakieś doświadczenia, to podzielcie się nimi w komentarzu.

Rośliny, których mam za dużo lub które nie czują się u mnie dobrze oddaję innym roślinnomaniakom. Zamiast czekać na ich agonię, wrzucam ich zdjęcia w lokalnej grupie tematycznej i sprzedaję za symboliczne kwoty lub oddaję za darmo.

Kiedy dochodzę do wniosku, że raczej nie zajrzę już do magazynów wnętrzarskich z roku 2010, to najczęściej pozbywam się ich wystawiając cały karton w dzielnicowej grupie na fb.

Stare koce i bieliznę pościelową z przyjemnością przyjmie większość schronisk dla bezdomnych zwierząt.

Plastyczne szpargały można zanieść np. do przedszkola, domu kultury i podobnych miejsc, gdzie mogą się przydać.

Kubki, talerze i zastawę stołową zaniosłam do pracy, bo tam zawsze znikały w tajemniczych okolicznościach, można też śmiało wystawić je na facebookowych grupach.

Niepotrzebne tkaniny i włóczki można oddać organizacjom które szyją i dziergają w celach charytatywnych np. Tęczowy Kocyk czy Manufaktura Seniorów z Ostatniej Przystani lub Szyjemy dla Dzieciaków z Oddziałów Szpitalnych

 

Czy macie inne pomysły na to jak pozbyć sie niepotrzebnych rzeczy? Śmiało dzielcie się nimi w komentarzach.

POZOSTAŃMY W KONTAKCIE.

Obserwując mój FANPAGE na facebooku będziesz na bieżąco i nie przegapisz żadnego nowego wpisu.

Na moim INSTAGRAMIE znajdziesz dużo kolorowych zdjęć.

Powiązane wpisy