Ulubione

Kwartalnik #4

 

W drugim kwartale tego roku skupiłam się na dwóch sprawach. Po pierwsze na wyprzedaży niepotrzebnych rzeczy, w tym również mebli ze stryszku i kilku z domu. Nie przywiązuję się nadmiernie do rzeczy, ale rozstanie z niektórymi było trudne. Doszłam jednak do takiego momentu, że poczułam, że pewnych decyzji nie mogę już odkładać w czasie. Po prostu zarówno mieszkanie, jak i moje „magazyny” były zapchane i bez pozbycia się części rzeczy nie mogłam ruszyć dalej z innymi pomysłami. Zrozumiałam, że na kilka mebli nigdy nie będzie miejsca w mieszkaniu, tak samo jak nie znajdę czasu na odnowienie kilku z nich. Co sprzedałam? Ciuchy, dywany, meble, domowe bibeloty, artykuły plastyczne. Jak się ich pozbyłam? Głównie na grupach sprzedażowych na fb, na marketplace oraz na olx. Jeśli interesuje Was bardziej temat pozbywania sie niepotrzebnych rzeczy, to chodźcie TU. Na blogu pojawiła się też zakładka Mini Vintage Shop, gdzie można znaleźć część z wystawionych przez mnie przedmiotów.

 

Drugą sprawą na której się skupiłam były poszukiwania pracy. Ostatnich kilka miesięcy spędziłam pracując w 100% jako freelancer, ale wiedziałam, że jest to chwilowe rozwiązanie. Brakowało mi kontaktu z ludźmi i impulsu do nauki nowych rzeczy. Czułam, ze stać mnie na więcej. Szukałam pracy głównie w branży kreatywnej –  w fotografii i grafice. Po cichu marzyła mi się (i nadal marzy) praca przy organizacji sesji zdjęciowych. Jak wyglądały rekrutacje? Nic się nie zmieniło od czasu, kiedy poprzednio szukałam sobie zajęcia. Ujmę to tak: jeśli ktoś fatyguje się, żeby przyjechać na rozmowę lub dzień próbny albo poświęca czas w domu na wykonanie zadań próbnych, to poświęca swój największy i nieodnawialny kapitał jakim jest czas. Wiec jeśli pracownik HR spóźnia się na rozmowę lub mimo obietnic nie daje znać czy rekrutacja już się zakończyła i wybrali kogoś innego czy nadal trwa i czekają aż jakiś meteoryt walnie w ziemię, to jest zwyczajnym januszem HRu i niech go piekło korpo pochłonie. Ostatecznie dostałam pracę jako fotograf produktowy.

 

Przepracowałam dwa tygodnie, a potem potrącił mnie samochód. Niestety zdarzyło sie to mnie – czyli osobie, która zawsze przestrzega zasad ruchu drogowego. Na szczęście skończyło sie tylko na urazie barku, chociaż mój fizjoterapeuta zawsze grozi mi palcem na to „tylko”. Uszkodzony bark wykluczył mnie na dwa tygodnie z wielu spraw, chociaż jakoś tak ta fizyczna niemoc mocno mnie zmotywowała i nawet czekający od dawna kilim udało mi się powiesić używając tylko prawej ręki. Bark zregenerował się, chociaż jeśli mam dzień podczas którego za dużo poszaleje ze statywem, to przypomina o sobie wieczorem. Przez to wszystko miała naprawdę mało czasu na blog i na social media. Nawet mój instagram zupełnie przycichł.

 

Czuję się: Pewna siebie i podejmowanych przeze mnie decyzji.

 

Chciałabym: Wykorzystać ładna pogodę i w najbliższym czasie zrobić kilka sesji fotograficznych w plenerze.

 

Jestem wdzięczna: Za możliwość rozwoju.

 

Pracuję nad: Pomysłów mam zdecydowanie więcej niż czasu na ich realizacje, ale od pewnego czasu mam w głowie pomysł na tapetę nad biurkiem i bardzo chciałabym ją sama zaprojektować.

 

Słucham: Przyjemnej muzyki inspirowanej Marokiem.

 

Oglądam: Ta kategoria chyba powinna zniknąć, bo od dwóch miesięcy zbieram się do obejrzenia serialu „Czarnobyl”, ze słabym rezultatem xD

Czytam: Szczerze przyznam, że utonęłam w  kilku ciekawych i kilku całkiem nudnych książkach, ale przyjęłam, że wymieniam tu tylko książki przeczytane w całości, więc tym razem wymienię tylko „The Most Beautiful. Moje życie z Prince’em”. Książka do pochłonięcia w dwa popołudnia. Autorką jest była żona Prince’a, ale każdy kto spodziewa się prania brudów będzie rozczarowany. Jej opowieść o życiu ze znanym muzykiem jest pełna szacunku, miłości i wielu smaczków z życia z Prince’em, kulis życia w trasie i spotkań z artystyczna bohemą. Polecam!

Odwiedziłam: Moją przyjaciółkę w moim rodzinnym mieście. Jak zwykle podczas tych wizyt zrobiłyśmy nalot na lumpka i kupiłam tą piękną spódnicę w kwiaty.

Ulubieniec kwartału: Dzbanek do filtrowania wody. Mam go od dwóch lat, ale najbardziej doceniam właśnie wiosną i latem. Ogranicza wykorzystanie plastikowych butelek, zaoszczędza czas i można zupełnie zapomnieć o kupowaniu wody w markecie i co najważniejsze – dźwiganiu jej.

Ulubiony wpis: Moim lubionym wpisem jest ten z ulubionymi zakupami vintage.

Liczba roślin: Fala upałów dała sią we znaki moim roślinom i niektóre z nich nie przetrwały 🙁 obecnie mam 51 roślin

A jak Wam minął ten wiosenno-letni czas?

 

 

POZOSTAŃMY W KONTAKCIE.

Obserwując mój FANPAGE na facebooku będziesz na bieżąco i nie przegapisz żadnego nowego wpisu.

Na moim INSTAGRAMIE znajdziesz dużo kolorowych zdjęć.

Podobne