Ulubione

„Roślinny Patrol” – recenzja książki + ROZDANIE

Na pewno zastanawiacie się czy potrzebna jest na rynku kolejna książka traktująca o roślinach doniczkowych?  A mówiąc wprost – jakich unikatowych treści możecie spodziewać się ty razem ? Czym „Roślinny Patrol” Ewy Wojtowicz wyróżnia się spośród innych wydanych niedawno książek?

Najnowszym książkom o roślinach daleko jest do szczegółowych atlasów roślin doniczkowych, a zdecydowanie bliżej do książek o społecznościach roślinnych maniaków oraz opowiadaniu historii z nimi związanych i jest to szczególnie mocna strona właśnie tej pozycji – to nie jest kolejna książka z przeglądem niezniszczalnych must have’ów początkujących crazy plant lady i nie jest to kolejny album z (tylko) pięknymi zdjęciami roślin, to opowieść o historiach ludzi i tym jak w nich zakiełkowała roślinna pasja oraz solidna dawka praktycznej wiedzy o tym jak postępować z roślinami doniczkowymi. „Roślinny Patrol” to nie, tylko książka dla roślinomaniaków, ale również to książka, która o tej społeczności opowiada.

Zacznijmy jednak od początku. Pierwsze pozytywne wrażenie robi fakt, że książka jest pięknie wydana, na fajnym papierze, z pięknymi ilustracjami i grafikami Elizy Luty. Całość jest czytelna i bardzo przemyślana graficznie, ale niech Was ten piękny wygląd nie zmyli, bo jest on tylko dodatkiem do treści, która w tej książce jest priorytetem.

 

 

Ewa Wojtowicz swoją książkę podzieliła na trzy części, których kolejność jest dla mnie odwrotnie proporcjonalna do stopnia zaawansowania zielonej pasji. Pierwsza część – ta dla najbardziej zaawansowanych – to spotkania z ludźmi, którzy ubóstwiają rośliny i dla których zielona pasja jest ważnym elementem życia, chociaż każdy z przedstawionych bohaterów ma do niej inne podejście. Uwielbiam poznawać historie innych osób, dlatego jest to dla mnie najlepsza część książki. I chociaż jestem trochę wymagająca, to autorka chyba wyprzedziła mój tok myślenia i gdy po przeczytaniu pierwszej historii Błażeja (na oko mojego rówieśnika) pomyślałam „fajnie, ale przeczytałabym o roślinnej pasji kogoś w wieku moich rodziców albo dziadków”, to jako kolejna została przedstawiona właśnie taka opowieść. A gdy przed ostatnim rozdziałem tej części książki pomyślałam ” a może coś o dzieciaku kolekcjonującym kaktusy”, to pojawiła się historia Michała, który jako nastolatek tak bardzo chciał uratować swoje drzewko bonsai, że przez kolejne trzy lata brał udział w spotkaniach klubu bonsai, za każdym razem przeprawiając się na drugą stronę Los Angeles. Kilka cytatów z tej części ksiażki:

„Fascynuje mnie to, że nie tylko zapachy i piosenki mogą uruchamiać ważne wspomnienia, ale również kwiaty mają taki potencjał. Chyba każdemu pewne gatunki roślin kojarzą się z czymś, z czym miał styczność w dzieciństwie.”

„Szybko się zorientowaliśmy, że jeśli chodzi o pamiątki, to z podróży nie ma czego przywozić. Wszędzie to samo. We wszystkich państwach świata ludzie kupują prawie identyczne kubki tylko po to, by po powrocie wsadzić je do szafki i o nich zapomnieć. Dla nas idealną pamiątką stały się rośliny. Dzięki nim pielęgnujemy pamięć o miejscach, w których byliśmy.”­­

„Kiedy miałem czternaście lat, dostałem od rodziców w prezencie drzewko bonsai. To był jałowiec w płytkiej niebieskiej doniczce. Trzymałem go w pokoju na parapecie i podlewałem codziennie, a mimo to zaczął usychać. Bardzo mi na tym drzewku zależało, wiec znalazłem w internecie informację o klubie bonsai. Jego  członkowie spotykali się w jakiejś salce przykościelnej raz w tygodniu. Los Angeles ma strasznie słabą komunikację miejską, a że nie znałem tej części miasta , wyjechałem na spotkanie dużo wcześniej. Po drodze się zgubiłem i musiałem przejść spory kawałek. A kiedy dotarłem na miejsce okazało się, że jestem o jakieś czterdzieści lat młodszy od większości uczestników.”

 

 

Gdybyście zapytali mnie kilka lat temu – w czasach postudenckich – czego nie ma w moim mieszkaniu, to bez wahania odpowiedziałabym: roślin doniczkowych, firanek  i dywanów. Sama nie wiem dlaczego wtedy właśnie te elementy wystroju wnętrz kojarzyły mi się z hmmmm jakimś takim „syndromem wicia gniazda”? Ale don’t judge me – mimo mojego zainteresowania urządzaniem wnętrz, urządzanie własnego mieszkania zupełnie nie leżało wtedy w granicach moich zainteresowań – mogłabym mieszkać w czterech białych ścianach z żarówką na kablu zamiast lampy i materacem na podłodze. I w tej części książki jest wiele takich historii o osobach, które również do swojej roślinnej pasji dojrzewały, a posiadanie roślin doniczkowych to wcale nie „syndrom wicia gniazda ” tylko przejaw odwiecznej ludzkiej potrzeby przebywania wśród zieleni, której następstwem są całe rzesze roślinnych współlokatorów w domach roślinomaniaków. Również autorka przeszła podobna drogę – zaczynała od „kilku kwiatów”, a jej pasja ratowania roślin przerodziła się w profil na FB, gdzie dzieli się odniesionymi sukcesami.

Druga część książki to merytoryczny poradnik w którym znajdziecie sporą dawkę wiedzy, ciekawych i praktycznych rad jak dbać o rośliny, jak je wybrać i co zrobić, gdy pojawią sie problemy. Myślę, że te rozdziały przeznaczone są dla osób które mają już pewne doświadczenia z roślinami doniczkowymi i chcą zgłębić ogólną wiedzę o nich oraz poszukują odpowiedzi na konkretne pytania. Podział na rozdziały o świetle, wodzie, powietrzu i temperaturze opisuje wpływ każdego z tych czynników na rozwój rośliny oraz możliwe problemy wynikające z ich niedoborów lub nadmiarów. Dzięki poradnikowi ustaliłam, że na 100% przelewam swoja marantę i od razu wdrożyłam misję ratunkową, którą zaleca Ewa. W tej części znajdziecie też kilka instrukcji krok po kroku. Jako makerka z syndromem niespokojnych rąk chętnie spróbuję zrobić syrop z geranium czy maseczkę z aloesu, a przepis na domowy nawóz z resztek to dla mnie hit tej książki.

 

 

Ostatnia część to atlas z opisem ponad sześćdziesięciu roślin do domowej uprawy. Większość obecnie wydawanych książek traktujących o roślinach doniczkowych ma taki przegląd, który szczególnie przydaje się osobom początkującym – jest „pigułką”, która szybko pozwala odnaleźć informacje na temat konkretnych roślin i ich wymagań. Tak jest też w tutaj, rośliny i ich wymagania są czytelnie opisane, ale znajdziecie tu raczej popularne odmiany roślin doniczkowych.

Niestety rozczarowała mnie wzmianka o partyzanckim pobieraniu szczepek z przestrzeni miejskiej, w tym klatek schodowych. Jako, że wychowałam się na kameralnym osiedlu niskich bloków, to doskonale pamiętam niepisane reguły tam panujące – nie hałasujemy po 22, w sobotę sprzątamy klatkę schodową i nie kradniemy roślin ze wspólnych parapetów. Nie pobieramy też szczepek bez pytania, a uwierzcie mi, że odszukanie właściciela i zapytanie go o pozwolenie prawie zawsze kończy się sukcesem. Kradzione wcale nie rośnie najlepiej i tłumaczenie, że „delikatne strzyżenie wychodzi im tylko na zdrowie”, jeśli robi się to bez wiedzy właściciela, to jest to po prostu nie na miejscu – zwłaszcza w książce, która dla mnie jest nadrzędna w stosunku do grup na FB czy innych forów tematycznych.

Pewien niedosyt pozostawiają też szczątkowe informacje na temat roślin doniczkowych a bezpieczeństwa zwierząt. Jako, że zwierzęca tematyka jest mi bliska, to  zawsze z chęcią czytam informacje na temat. W tym przypadku w celu uzyskania bardziej szczegółowych informacji autorka odsyła do tekstu na swoim FB i tutaj pojawia się zgrzyt – jeśli kupuję i czytam książkę, to nie chcę odrywać się od niej w celu szukania tekstów autora w Internecie. Myślę, że kilkanaście zdań o bezpieczeństwie zwierząt można było bardziej rozwinąć, tak, aby poszukiwania uzupełniającego tekstu nie były konieczne.

 

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwarte ma do rozdania dwa egzemplarze „Roślinnego Patrolu” wystarczy, że odpowiecie na pytanie: Co do Waszego życia wnosi zielona pasja i rośliny doniczkowe? Na Wasze odpowiedzi czekam w komantarzach pod tym wpisem, pod postem na FB –> KLIK lub pod zdjęciem na instagramie –> KLIK  do 19. sierpnia do godziny 23.59.

Regulamin dostępny jest tutaj.

Dziękuję Wszystkim za udział w rozdaniu i podzielenie się swoimi historiami – czytając Wasze odpowiedzi uśmiechałam się szeroko i nawet łezka mi się w oku zakręciła.

Książki wygrywają: Kasia Grudniewska i anwaw.186

POZOSTAŃMY W KONTAKCIE.

Obserwując mój FANPAGE na facebooku będziesz na bieżąco i nie przegapisz żadnego nowego wpisu.

Na moim INSTAGRAMIE znajdziesz dużo kolorowych zdjęć.

Powiązane wpisy