Ulubione

Kwartalnik #2

Jakie miałam plany na nowy rok? W pierwszym kwartale zdecydowanie postawiłam na detoks – szeroko rozumiany. Postanowiłam skupić się na rzeczach istotnych i odsunąć na jakiś czas wszelkie rozpraszacze. W nowy rok weszłam z dość mocnym przemęczeniem nadmiarem informacji, dlatego jednym z moich noworocznych postanowień było spędzanie wtorkowych i czwartkowych popołudni offline. Postanowiłam też przyjrzeć się swoim wydatkom i zacząć więcej oszczędzać. Całkowicie zrezygnowałam z kupna nowych książek i roślin. Chciałam bardziej zadbać o te rośliny, które już mam i przeczytać te książki, które od dawna czekają na stosiku. Ostatecznie poszłam krok dalej i zrezygnowałam z zakupów każdej niepotrzebnej rzeczy. Był to niezły detoks, nieraz świerzbiła mnie dłoń, aby coś zamówić czy kupić. Jednak wytrzymałam! No może z jednym wyjątkiem, ale za to pięknym i niepowtarzalnym. Oprócz zaoszczędzonych pieniędzy zyskałam mnóstwo czasu. Nie jestem jedną z osób, które włóczą się bez celu po centrach handlowych czy spędzają długie godziny przeglądając ciuchy w sklepach internetowych, co innego jednak vintage shopy, księgarnie czy internetowe kwiaciarnie. Jednak skoro miałam silne detoksowe postanowienie, to nawet tych rzeczy nie oglądałam. Dzięki nastawieniu nie potrzebuję – nie kupuję zyskałam też duży spokój myśli.

Jeśli chodzi o popołudnia offline, to nie udało mi się zrealizować prawie wcale tego postanowienia, niestety nie wszystko można zaplanować i całkowcie odciąć się od internetu w z góry ustalonych godzinach.

Drugim postanowieniem był projekt Yes Man, czyli mówienie „Tak” nadążającym się okazjom i propozycjom. Trudno wyjść czasem ze swojej bezpiecznej norki (niektórzy nazywają to strefą komfortu), a  dzięki temu postanowieniu zapisałam się na warsztaty fotograficzne, z których jestem niesamowicie zadowolona i które bardzo dużo mnie nauczyły. Przejechałam też 900 km jednego dnia, żeby spotkać się z innymi blogerkami i powymieniać się roślinami (zrozumieją to tylko szaleni pasjonaci roślin).

Czuję się: Zmotywowana do pracy nad umiejętnościami fotograficznymi.

Chciałabym: Mieć czas na zrealizowanie wszystkich swoich pomysłów.

Jestem wdzięczna: Za ludzi, których spotykam na swojej drodze.

Pracuję nad: Moim drugim instragramowym profilem, nad którym w ramach 365 photo challenge fotografuję kompozycje z kwiatami w roli głównej.

Słucham: Takiego starocia sobie wykopałam.

Oglądam: Jak już wspominałam w poprzednim kwartalniku bardzo rzadko oglądam tv czy seriale na platformach filmowych, jednak w lutym byłam przez tydzień chora i obejrzałam „Wielkie Kłamstewka”. Mam mieszane uczucia, bo chociaż słyszałam wiele pochwał na jego temat, to jakoś mnie on nie porwał, chociaż Reese Whiterspoon wymiatała w nim.

Czytam: „Tu byłem Tony Halik” i „Na oceania nie ma ciszy”. Halika pamiętam jako starszego pana, który w telewizji opowiadał o niesamowitych rzeczach, nie do końca wtedy zrozumiałych dla kilkulatki. Jednak naprawdę niezwykła jest jego biografia. Myślę, ze swój życiorys mógłby podzielić między co najmniej kilka osób.

Na pewno każdy słyszał o człowieku, który kajakiem przepłynął Atlantyk. Mało kogo ta informacja nie zmroziła, bo jak to tak ocean kajakiem? Każdego ciekawego jak wyglądała ta wyprawa, także od strony zaplecza także jak wiele innych smaczków z życia niebanalnego podróżnika odsyłam do biografii Aleksandra Doby.

Odwiedziłam: Przełom roku spędziłam na morzem, a w lutym pojechałam na jeden dzień do Krakowa 🙂 Swoją drogą to dziwne, że zimą nad morzem zdecydowanie łatwiej trafić na ładną pogodę.

Czekam na: Kwitnące wiśnie, akacje i piwonie. Czekam na maj, bo to najpiękniejszy miesiąc w roku. Na majowe ciepłe wieczory i zapach kwitnącej akacji w powietrzu, na kwitnące wiśnie i piwonie.

Ulubieniec kwartału: Dzbanek do kawy french press. Kocham kawę i ten dzbanek sprawia, że jej smak jest idealnie wyważony, a piję kawę czarną bez mleka i cukru.

Ulubiony wpis: To ten z finału One Room Challenge, bo chociaż spóźniony, to jest to najbardziej pracochłonny wpis w historii bloga, zarówno jeśli chodzi o realizację jak i o fotografie.

Liczba roślin: Złamałam się tylko raz i kupiłam zroślichę za 8 zł. Poza tym przywiozłam kilka szczepek z Krakowa. Z kilkoma roślinami pożegnałam się ostatecznie (starzec Rowley’a), bo widocznie nie miały sprzyjających warunków u mnie, dwie ostatecznie wykończył też kot. Obecnie mam 48 roślin.

 

 

Pracownia Re

POZOSTAŃMY W KONTAKCIE.

Obserwując mój FANPAGE na facebooku będziesz na bieżąco i nie przegapisz żadnego nowego wpisu.

Na moim INSTAGRAMIE znajdziesz dużo kolorowych zdjęć.

Podobne