Wnętrza

One Room Challange – tydzień trzeci.

To już trzeci odcinek serialu o urządzaniu domowego biura, chociaż bardziej adekwatna nazwa tego pomieszczenia to pracownia. Oprócz pracy przy biurku… pełni funkcję pokoju gościnnego (a raczej mam nadzieję, że będzie pełnić) i miejsca na przechowywanie, którego mimo niemałego mieszkania ciągle nam brakuje. W pracowni znajdują się głównie moje rzeczy – książki, dokumenty, cały kosz farb, lakierów i innych akcesoriów do odnawiania mebli. Jest też trochę moich vintage’owych zdobyczy oraz pół kredensu plastycznych przydasiów, gdzieś tam poniewiera się też sześć kilo gliny. Jak babcię kocham mam tego dwa razy więcej niż kosmetyków i ciuchów razem wziętych, mimo, że nie kupuję ich pochopnie i konsekwentnie pozbywam się niepotrzebnych rzeczy. Rozumieją to chyba tylko wszystkie kreatywne rączki i głowy.

W pokoju brakowało mi mebla reprezentacyjno- magazynowego. Takiego w którym zmieszczę te dwa ciągle przekładane z kąta w kąt kartony i takiego na którym swoje miejsce znajdą zdobycze z targów staroci i książki. W pierwszym odcinku wyzwania pokazałam Wam moje inspiracje wśród których znalazł się taki modułowy regał:

http://www.oldbrandnew.com/

Cudowny! Gdy zapytałam o opinię kilka osób spotkałam się jedynie ze wzrokiem pełnym politowania, ale to nic… oni po prostu nie rozumieli! Wiedziałam, że chcę taki regał – wizualnie lekki, ale całkiem pojemny i koniecznie modułowy -tak, aby zmiana jrgo układu nie wiązała się z trzydniową rewolucją i wierceniem nowych dziur w ścianie. Fajny regał wypatrzyłam u Kozy Domowej (instagramowa koleżanka ze wstępu to jakby co ja), w dodatku okazało się, że jest własnoręcznie zrobiony! Już przeszukiwałam markety budowlane, gdy chwilę potem na stronie Ikea zobaczyłam regał prawie idealny -> SVALNÄS. Piszę prawie idealny, ponieważ miał dwie wady, po pierwsze nie byłam przekonana do jego kolorystyki. Nie mam nic przeciwko bieli i bambusowi, ale myślę, że za bardzo zlałby się z moją biała ścianą. Drugą jego wadą była cena. Za kombinację, która byłaby idealna musiałabym zapłacić prawie 2 tys., więc bye bye IKEA, no chyba, że sprzedam nerkę. W końcu jakimś zrządzeniem opatrzności moja mama (internetowy szperacz nr jeden) wyhaczyła na jednej z grup sprzedażowych całkiem przyzwoity i tani regał modułowy z PRL. Kolejnym zrządzeniem losu w miarę sprawnie trafił z Warszawy do Poznania. Potem zaczyna się mój emocjonalno – wnętrzarski rollercoster.

Pierwsza myśl po przyniesieniu go do domu – ALE PASKUDNY,

druga – ALE WTOPA,

trzecia – DLACZEGO TAKI MOCNY POŁYSK?!,

kolejna – NIE DAM RADY NIC Z NIM ZROBIĆ,

jeszcze raz – NO JEST NA MAKSA PASKUDNY!

Gdy emocje lekko opadały postanowiłam jednak spróbować pchnąć go lekko ku bardziej szlachetnemu stylowi Mid Century Modern. Jeśli jesteście fanami rodzimych mebli z PRLu to wiecie, że jest taka cienka, cieniuteńka granica między tym, co wygląda na vintage, a tym co jest passe, tym co dodaje charakteru wnętrzu, a tym co zamienia go w skansen. Natomiast jeśli nie rozumiecie mody na meble PRL, to… po prostu uznacie ten regał za beznadziejny z połyskiem czy bez niego. A propos połysku to pierwszym moim postanowieniem było pozbycie się go, chciałam, żeby regał był wykończony w macie lub półmacie, przez co mebel wyglądał nieco bardziej harmonijnie.

regał PRL

Lakierem chemoutwardzalnym pokryte były na szczęście tylko fronty szafek i szuflad. W grę nie wchodziło ściąganie lakieru opalarką, bo miałam serdecznie dość tej metody, po ostatnim odnawianiu starego stolika, a przecież tym razem chciałam uzyskać tylko bardziej matowe wykończenie. Pierwsza moja próba to pokrycie bezbarwnym woskiem. Podskórnie czułam, że to się raczej nie uda, ale chciałam spróbować. Wosk nałożyłam bezpośrednio na odtłuszczone fronty i o dziwno trzymał się całkiem ładnie. Gdyby nie problem z jego równomiernym nałożeniem na całości, to może zostałabym przy tym rozwiązaniu. Potem wpadłam na pomysł, aby błyszczącą powierzchnię pokryć matowym lakierem w spreju. I to był całkiem dobry koncept, dwie warstwy lakieru sprawnie zakryły połyskliwe wykończenie i drewno nabrało szlachetności. Zrezygnowałam również z jednej szafki, aby całość nie wyglądała za ciężko, zastanawiam się jeszcze nad wyciągnięciem drzwiczek z kolejnej. Nieśmiało dodałam na próbę kilka roślin i parę bibelotów, wprawiło mnie to w prawdziwą euforię, bo regał zaczył nabierać kształtu o jakim marzyłam. Kolejnym krokiem jest znalezienie ładnych uchwytów – klasycznych, ale z pazurem. Jeśli widzieliście gdzieś takie to dajcie znać plisss.

regał PRL

Pracownia Re

 

POZOSTAŃMY W KONTAKCIE.

Obserwując mój FANPAGE na facebooku będziesz na bieżąco i nie przegapisz żadnego nowego wpisu.

Na moim INSTAGRAMIE znajdziesz dużo kolorowych zdjęć.

Podobne